powrót do strony głównej

   
 
169. rocznica śmierci Edwarda 
hr. Raczyńskiego
 

Wniedzielę, 19 stycznia 1845 roku Edward Raczyński przyjechał do Rogalina. Kilka godzin później jego sekretarz Gottlob Conrad, przechodząc przez pokój hrabiego, zauważył na komodzie książkę francuską o artylerii, otwartą przy rozdziale mówiącym o stosunku prochu do kuli. 
 
Nazajutrz, Raczyński i Conrad wybrali się do Mechlina, położonego w pobliżu Zaniemyśla. Żona hrabiego, Konstancja Raczyńska z synem Rogerem miała tego samego dnia wrócić z Poznania do Rogalina. Raczyński więc na kartce powiadomił ją, że wyjechał do Zaniemyśla, aby dokończyć rachunki związane z budową tamtejszego kościoła: „Gdybym dziś nie wrócił, bądź spokojna: Conrad jest ze mną”
Przyjechawszy do Mechlina, hrabia rozstał się z Conradem i pojechał sam do Zaniemyśla. Przed odjazdem kazał podać sobie kij i świecę. A gdy Conrad nalegał, aby zabrał ze sobą któregoś z urzędników gospodarczych, zniecierpliwiony tupnął nogą i zawołał: „Aber, mein Kind, wenn ich nicht will!” Nakazał mu jednak trzymać konie w pogotowiu. 
Około godziny czwartej po południu przybył do Mechlina posłaniec, wzywający Conrada do Zaniemyśla. Na pytanie, co robił hrabia, posłaniec odpowiedział, że mocno strzelał na wyspie. 
 
Raczyński, przybywszy do Zaniemyśla, zjadł obiad u ks. Rybickiego (proboszcza tamtejszej parafii), po czym, kazawszy stangretowi przynieść pół funta prochu, udał się przez zamarznięte jezioro na wyspę Edwarda. Stąd odesłał stróża i zatrzymał tylko jego małą córeczkę. Jej to kazał później zanieść list do proboszcza i pouczył ją, aby się nie odwracała, gdy usłyszy strzał, lecz tym szybciej biegła. 
 
Pozostawszy sam na wyspie, wziął małą armatkę i, nabiwszy ją, postawił na progu kuchni. Ukląkłszy następnie przed wylotem, wystrzelił, zapalając proch świecą przywiązaną do kija. Kula strzaskała mu głowę tak, że pozostała tylko dolna szczęka. 
Porozrzucane naokoło resztki czaszki i mózgu pozbierano później starannie. 
 
[Opracowanie na podstawie monografii dr Andrzeja Wojtkowskiego, "Edward Raczyński i jego dzieło", Poznań 1929 r., s. 289 i nast.]


W testamencie sporządzonym na kilka dni przed śmiercią napisał:
"Umieram w wierze śtej katolickiej, a choć jawnogrzesznik uciekam się do nieprzebranego miłosierdzia Boskiego. - Może Jego miłosierdzie jeszcze będzie większe od mojej zbrodni. – Ludzie mnie odpychali. - Przyjmij mię Panie. - Umieram z tym oświadczeniem, żem nic nie kochał tyle co Polskę i Kościół katolicki."
 
Edward Raczyński spoczął w grobowcu obok kościoła w Zaniemyślu.
Jego sarkofag wieńczy rzeźba bogini Higiei (której rysów użyczyła żona hrabiego – Konstancja), a opatrzony został inskrypcjami: „Tu spoczywa Edward Nałęcz hr. Raczyński, który dla siebie był skąpy, pomocny biednym, chojny dla ojczyzny.” oraz „Żona pilnuje tymczasem zwłok męża i błaga o modlitwy dla niego”.
 
Serce hrabiego zostało natomiast złożone w urnie wmurowanej w ścianę krypty mauzoleum Raczyńskich w Rogalinie.


Poniżej przytaczam treść nekrologu, zawierającego zaledwie szkic biografii Edwarda hr. Raczyńskiego (prawdopodobnie pióra Józefa Łukaszewicza), który ukazał się niedługo po śmierci hrabiego w "Przyjacielu Ludu" oraz w "Orędowniku Naukowym".
 
Czytelnika zainteresowanego bliżej postacią hrabiego Raczyńskiego, proszę jednocześnie o cierpliwość, którą w niedalekiej przyszłości mam zamiar na łamach Poznańczyka wynagrodzić. 


            

[Tekst za: Przyjacielem Ludu, nr 33, z dnia 15 lutego 1845 r.; oraz Orędownikiem Naukowym, nr 3, 1845 r.]
 
Edward Hrabia Raczyński
(Nekrolog)
 
Wiek dziewiętnasty, wiek tak oświecony ocenia człowieka z czynów i zasług ku ojczyźnie i ludzkości, nie zaś z wyobrażeń jego o stosunkach towarzyskich. W pierwszym bowiem razie człowiek wykracza, albo się też zasługuje ojczyźnie z własnego popędu; w drugim staje się zwykle mimowolną ofiarą wrażeń powziętych od kolebki, wrażeń, z których najtęższy charakter, najoświeceńszy rozum rzadko kiedy zupełnie otrząsnąć się zdoła.
 
W walce, która obecnie cały naród na dwa nieprzyjazne sobie stronnictwa niebacznie dzieli, osądziliśmy za rzecz potrzebną, poprzedzić uwaga powyższą ten krótki nekrolog Hr. Edwarda Raczyńskiego, który w dniu 20. Stycznia r. b. życie pełne zasług zakończył.
 
Edward Hr. Raczyński urodził się w Poznaniu około 1787. roku z ojca Filipa Raczyńskiego, generała w wojsku Rzeczypospolitej polskiej i … Raczyńskiej, córki Kazimierza Raczyńskiego, marszałka Wielkiego koronnego, generała wielkopolskiego.
 
W dziecięcym wieku utracił matkę, mało doznawszy jej pieszczot, wychowywany naprzód pod okiem surowego ojca, który go także bardzo młodym odumarł, a potem pod okiem swojej babki, Wojewodzinej Mielżyńskiej w Chobienicach, od groźnego kapłana, przed niedawnym czasem zmarłego. Doszedłszy lat młodzieńczych zwiedzał uniwersytet w Frankfurcie nad Odrą, gdzie się szczególniej do języków i nauk przyrodzonych przykładał. Zmiany polityczne w ojczyźnie naszej na początku tego wieku zastały go już zdolnym i przygotowanym do usług publicznych. Jakoż na głos powstającej ojczyzny zaciągnął się natychmiast pod chorągwie wojska narodowego, należawszy poprzednio do świty honorowej, którą kwiat owczesnej młodzieży polskiej dla Napoleona w Poznaniu naprędce utworzył. W stopniu oficera i adjutanta Generała Fiszera miał udział w wszystkich potrzebach, w których wojsko polskie w roku 1807. w Prusach wschodnich i zachodnich tak ważne usługi Francuzom, sprzymierzeńcom i zbawcom swoim wyświadczyło. Wkrótce przed bitwą pod Frydlandem wysłany od generała Dąbrowskiego z depeszami do cesarza Napoleona, ubolewał później, że missya ta pozbawiła go sposobności walczenia w pamiętnej tej dla oręża naszego bitwie. Cesarz Napoleon rozmawiał z nim uprzejmie, nie zrobił atoli wielkiego na nim wrażenia, albowiem od młodego oficera niższych stopni chciał się dowiedzieć o sile i stanowisku rozmaitych korpusów nieprzyjacielskich. – Po pokoju Tylżyckim Hr. Edward Raczyński starał się nabydź jak najwięcej wiadomości, potrzebnych w zawodzie, któremu się poświęcił, i między innemi dla dokładnego poznania położenia topograficznego kraju, zebrał tak piękny zasób map, jakiego nawet w sztabie generalnym wojska polskiego nie miano. Tak usposobionego zastała wojna austryacka w roku 1809. W świetnej tej dla oręża polskiego epoce, Hrabia Edward Raczyński walczył w kilku bitwach, a między innemi i pod Sandomierzem, gdzie obok niego poległ przyjaciel jego Książę Marcelli Lubomirski, którego wypełniając później ostatnią wolą, wydał dzieło jego o Anglii, a instytut dla ociemniałych na oczy, w Warszawie do skutku przyprowadził.  Po traktacie wiedeńskim opuścił Hr. Edward Raczyński chorągwie narodowe, ozdobiony krzyżem polskim pro virtute militari, aby krajowi w innym służyć zawodzie. Nadarzyła się wkrótce sposobność ku temu. W roku 1812. Napoleon wypowiedział Rossyi wojnę; zwycięskie jego orły, połączone z stu blisko tysiącznem wojskiem Polskiem przeszły Niemen i wszystko rokowało najpomyślniejszą przyszłość. Zabłysła więc narodowi nagle nadzieja połączenia rozerwanych części kraju i wskrzeszenia Polski w granicach, jakie miała przed pierwszym rozbiorem. Fryderyk August, król Saski, książę warszawski zwołał do Warszawy sejm, który zawiązawszy się konfederacyą generalną pod laską księcia Adama Czartoryskiego, generała ziem podolskich, przywrócenie królestwa polskiego jednomyślnie uchwalił. W czynnościach wiekopomnego sejmu tego miał udział Ed. Hr. Raczyński, jako poseł z departamentu poznańskiego, zaszczyt tem chlubniejszy dla niego, natenczas bardzo jeszcze młodego, że współobywatele pokładali w nim zaufanie dla osobistych jego zasług i pięknych przymiotów umysłu i serca, pomimo opinii publicznej, słusznej czy niesprawiedliwej, dwóm starszym z jego rodu osobom bynajmniej niesprzyjającej.
 
Okropna zima 1812/13 roku zniweczyła potęgę Napoleona, a z nią nadzieje Polski. Kraj inną, niż sobie obiecywano, przybrał postać. Zwątpienie i rozpacz ogarnęły umysły; ludzie w podeszłym wieku szukali balsamu na rany po klęskach ojczyzny i spełzłych na niczem nadziejach, w domowem zaciszu; młodzież majętniejsza roztargiwała umysł podróżami za granicą; Hr. Ed. Raczyński puścił się w podróż po krajach wschodnich, zwiedził czarowne okolice Bizancyum i Troi i uniósł z tej podróży przychylność ku dawnym sprzymierzeńcom Zygmunta I. i Konfederatow barskich, którą do zgonu zachował i na powstanie Grecyi z tej miary niechętnie patrzał, że osłabiało najwierniejszego sprzymierzeńca Polski. Owocem tej podróży było zbogacenie literatury ojczystej przepysznem dziełem: Podróż do Turcyi. Od tej chwili Hr. Edward Raczyński skierował umysł swój całkiem ku literaturze i naukom, które uważał za jedyny środek podźwignienia narodu z niedoli. Zamierzał nasamprzód przysłużyć się krajowi dokładną mappą tej części Polski, która się pod nazwiskiem Wielkiego Księstwa Poznańskiego pod panowanie pruskie dostała. Utrzymywani przez niego inżynierowie zdejmowali na cztery razy większą skalę od mappy Zanoniego plany rozmaitych okolic dawnego województwa poznańskiego, i już to dzieło użyteczne daleko posuniętem było, gdy nieprzewidziane przeszkody od powziętego zamiaru odstąpić kazały. Wkrótce potem wydał Listy króla Jana III. i Pamiętniki do panowania Stefana Batorego, którychto bohaterów był szczególnym wielbicielem, dla tego, że sławę oręża polskiego po całym świecie roznieśli. Listy króla Jana III. rozpoczęły liczny szereg publikacyi Hr. Edwarda Raczyńskiego rozmaitych dzieł z dawniejszych i nowszych czasów, które literaturę ojczystą niezmiernie zbogaciły, a których wyliczać nie widzimy tu potrzeby. Komuż bowiem obeznanemu nieco z literaturą ojczystą nie są znane Pamiętniki Paska, Alberta Radziwiłła, Pamiętniki do panowania Jana Kazimierza, Dziennik Podróży Kopcia, Ziemiaństwo Koźmiana, Kodex dyplomatyczny Wielkiej Polski, Obraz Polaków i Polski w 18tym wieku, Chowanna Trentowskiego i t. d. Wśród tych publikacyi obcych dzieł pracował Hr. Edward Raczyński nad swoim Gabinetem medali polskich i Wspomnieniami Wielkiej Polski, dziełami, które obok rzetelnej wartości będą długo ozdobą literatury naszej pod względem typograficznym i artystycznym.
 
Już sama ta niezmordowana i żadnemi trudnościami niezrażona skrzętność w uprawianiu niwy literatury ojczystej nadała Hr. Edwardowi Raczyńskiemu słuszne prawo do wdzięczności ziomków i wiekopomnej sławy. Nie przestał on atoli na tem. Obok prac i przedsięwzięć literackich, uwiecznił imię swoje kilku użytecznemi zakładami i gmachami, jakiemi są: Biblioteka publiczna w Poznaniu, wynosząca przeszło 20,000 tomów, darowana miastu Poznaniowi z znacznem uposażeniem; wspaniała kaplica w Rogalinie, wodociągi z pięknemi fontannami w mieście Poznaniu i t d. Rozmaite przeszkody, na które człowiek w każdym niemal kroku, osobliwie zaś w życiu publicznem natrafia, zniweczyły kilka pięknych ofiar jego dla ojczyzny. I tak w roku 1830. składał 900,000 złotp. na połączenie janałem Narwi z Wartą; już kontrakt między nim, a owczesnym ministrem skarbu, księciem Lubeckim, miał być podpisany, gdy rewolucja w Listopadzie t. r. wybuchła, przerwała zamysł, a późniejsze wypadki całkiem go zniweczyły. Tego samego losu doznał później zamysł Hr. Edwarda Raczyńskiego założenia w mieście Poznaniu domu dla pewnej luczby ubogich podeszłych w wieku panien i wdów ślacheckich, dla których schronienie i utrzymanie do śmierci zapewniał, wkładając atoli na nie obowiązek, aby ubogie sieroty czytać, pisać i robót ręcznych uczyły. Odmówienie klasztoru po Pannach Dominikankach na ulicy wronieckiej, który natychmiast na ten cel chciał urządzać, naprzód zamiar zwlekło, a później z usposobionym dalszemi wypadkami do nieukontentowania umysłem, całkiem zniweczyło, i tym sposobem pozbawiło wiele biednych osób dobrodziejstwa, które im Hr. Edward Raczyński pragnął wyświadczyć. Ten sam los spotkał ofiarę jego 120,000 złotp. w zamiarze przyłożenia się do założenia szkoły realnej w Poznaniu i kilka innych pomysłów i ofiar, np. założenie domu dla pozornie umarłych, na cmentarzu kościoła Swiętej Maryi Magdaleny w Poznaniu; wyznaczenie nagrody 6000 złotp. corok za napisanie najlepszej książki w polskim języku 1) i t. d.
 
To były główniejsze ofiary Hr. Edwarda Raczyńskiego, dla publicznego dobra poświęcane. Pomniejszych ani wszystkich nie znamy, ani wyliczaniem ich nie chcemy zajmować uwagi czytelnika. Były przecież bardzo liczne i użyteczne. Do takich ofiar należą między innemi: fundusz na utrzymanie chorych u Sióstr Miłosierdzia w Poznaniu; nakłady na wyciągi z archiw, koronnego w Warszawie, tajnych w Królewcu, Berlinie, Dreznie, z archiw watykańskiego w Rzymie, weneckiego, francuzkich i t. d. wspieranie młodzieży na uniwersytetach w Monachium, Berlinie, Wrocławiu, Eldenie, Warszawie, i t. d. ofiary na restauracye  rozmaitych świątyń Pańskich, np. kościoła P. Maryi w Tumie i Sgo Marcina w Poznaniu i t. d.
 
Człowiek znamienity w życiu publicznem, maleje częstokroć, gdy zajrzymy w życie jego domowe. W tem właśnie jaśniał Hr. Edward Raczyński wszystkiemi niemal cnotami. Miłosierny, wspierał hojną dłonią dalekich mniej zmaożnych krewnych lub imienników swoich, a żaden nędzarz nie wyszedł z próżną dłonią od niego; owszem ubogim, którym albo wiek, albo słabość, albo nareszcie wstyd ślachetny ręki po jałmużnę wyciągnąć nie dozwalał, posełał znaczne wsparcia do ich własnych mięszkań. Czynny, obarczał się pracą i zatrudnieniem, częstokroć sobie obcem, nad własne siły i czas: tu kierował budowlą kościoła, owdzie przyozdabianiem jakiego gmachu, indziej zajmował się zakładami górniczemi, osuszaniem błot, pracami literackiemi, pięknemi sztukami i t. d. a do tego rozliczną i uciążliwą korrespondencyą; rozmaici bowiem ludzie, rodacy i cudzoziemcy, napastowali go nieraz, że użyjemy tego wyrazy, najdziwaczniejszemi projektami i pretensjami 2); wszystkim tym odpowiadał, na wszystkie strony się rozrywał. Wzór porządku w domu i interesach, tym porządkiem i oszczędnością w osobistych wydatkach nie tylko znacznego, po przodkach odziedziczonego majątku na tak ogromne ofiary dla kraju i ludzkości nie nadwyrężył, ale go owszem niezmiernie pomnożył,; gdy tymczasem nierządem i zbytkami kilkadziesiąt współczesnych daleko większych majątków polskich zmarniało bez najmniejszego użytku dla kraju, owszem z krzywdą wielu osób prywatnych. – Wstrzemięźliwy i skromny w jadle, napoju, ubiorze, ekwipażach, nieprzyjaciel wszelkiej gry ażardowej i zgiełkowych zabaw, rzetelny i sumienny, posiadał jeszcze cnotę dawnych panów polskich, dziś pomiędzy nami tak rzadką, ze danego słowa nigdy nie cofał. Zdarzała się niekiedy, iż żałował, że komuś coś obiecał, przecież obietnicy święcie dotrzymał, a na słowie jego tak śmiało i bezpiecznie można było polegać, jak na zobowiązaniu przed notaryuszem. Z służącymi obchodził się uprzejmie, ale umiał ich zawsze pożytecznie zatrudniać, próżniactwa bowiem zniecierpiał. Ojczyznę kochał, jakto całem życiem swojem dowiódł. W przedsięwzięciach swoich był wytrwałym, niezłomnym; nieraz wykonanie zamiaru jakiego na czas jakiś zawiesił, i zdawało się, że porzucił całkiem, aż oto po roku lub nawet kilku latach wracał do niego z nowym zapałem i dokonał.
 
W usposobieniu jego umysłowem przeważał inne zdolności zdrowy bardzo rozsądek i energia; silna wola dokonywała u niego nieraz tego, czemu nawet wyższy talent nie byłby wydołał. W niebezpieczeństwa nie rzucał się płocho, ale nie zbywało mu bynajmniej na odwadze cywilnej, dowiódł tego w Królewcu w 1840. roku. W młodych latach lubił bardzo muzykę, wokalną i instrumentalną i ćwiczenia zaprawiające ciało do hartu, a umysł do odwagi; ztąd pochodziły rozrywki jego na wodach jeziora zaniemyskiego, naśladujące bitwy morskie.
 
W wielu naukach i sztukach pięknych, jakoto: w znajomości dziejów świata i kilku językach nowożytnych, niemiecki, francuzkim, włoskim i t. d. i w budownictwie był biegłym. Towarzystwa też uczone rozmaitych narodów przybrały go za swego członka; i tak był między innemi członkiem Towarzystwa Przyjaciół nauk warszawskiego, Towarzystwa Naukowego krakowskiego, paryskiego jeograficznego, wrocławskiego, pomorskiego i t. d.
 
Oto jest obraz w głównych rysach życia Hr. Ed. Raczyńskiego 3). Gdy namiętności ostygną a zazdrość ucichnie, sprawiedliwsza potomność umieści imię jego w Swiątyni Pamiątek Narodowych, obok mężów dobrze ojczyźnie zasłużonych.
 
 
Przypisy:
1) Taką nagrodę dał już za życia za napisanie najlepszej rozprawy O robieniu cukru z buraków.
2) Pomijając sto innych dziwaczniejszych projektów i pretensji, które doń robiono, przed kilku laty jeden fabrykant z nad Renu pisał doń, aby mu kilka tysięcy talarów pożyczył i rad w urządzeniu fabryki udzielił. Na kilka zaś miesięcy przed jego śmiercią, przysłał mu jeden Niemiec z Augsburga grammatykę swoję francuzko-niemiecką, prosząc go, aby mu dał o niej zdanie i podjął nakład na jej druk.
3) indziej i później napiszemy szczegółową jego biografią.

 

[początek strony]

(c) Maciej A. Szewczyk 2000-2012